
Kombinują, cudują i wymyślają... A my jemy, trawimy i wydalamy. Tym właśnie różnimy się od kobiet. Mój pomysł na dzisiejszy obiad był banalny, tym bardziej, że ograniczały mnie fundusze, a do ściany płaczu daleko.
Więc... Udałem się do "Biedy" ( Biedronki ) i nabyłem drogą zakupu dwa opakowania pierogów z mięsem po cztery złote za sztukę, razem osiemset gram. W drodze powrotnej zawitałem do "mięsnego" i kupiłem kiełbasę regionalną, czyli taką najbardziej pospolitą w danym miejscu zamieszkania. Co ważne kiełbasa nie miała jak to mówi moja Teściowa "sztykunów", czyli była zjadliwa i kosztowała zaledwie trzy złote. Wracając zajrzałem jeszcze do warzywniaka Pana Henia i nabyłem trzydzieści dkg kapusty kiszonej lub kwaszonej jak kto woli i trzy cebule.
Zagotowałem wodę i na dwie minuty wrzuciłem pierogi. Na jednej patelni przysmażyłem kiełbasę, do której dodałem pokrojoną kapustę. Na drugiej zeszkliłem cebulę. Po wszystkim zapakowałem to na talerze. Żona zjadła z apetytem, starszy zjadł przebierając w talerzu i odkładając na bok cebulę. Mały Gogos zjadł tylko pierogi. Ogólnie obiad zaliczony. Jutro kolejne wyzwanie.
Podsumowanie.
Jedzenie pyszne. Obiad kosztował mnie tylko piętnaście złotych. W pierogach z "Biedy" stwierdzono mięso. Składu nie czytałem, bo szkoda moich nerwów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz